Najpierw było cicho i ciemno. Strach i gwiazdy. Potem zaczęło się rozjaśniać i las nucił pierwsze nieśmiałe piosenki. Las śpiewał. Wytrwała droga pod górę, żwawym rytmem, w błocie, przy ptasim śpiewie. Chciałam nakręcić komórką, a nagrałam w głowie. Polana o falujących trawach, jakby traw połonin. Ciepły wiatr, cudowna świeża rześkość letniego poranka. Inne zapachy w ciemnościach i inne o poranku. Tej nocy nie spałyśmy wcale. Ekipa wyjazdowa wykruszyła się ze strachu przed burzą. Zostałyśmy z Alą i Renią we trzy. Destynację z Babiej Góry zmieniłyśmy na bezpieczniejszy Gorc. I tak ruszyłyśmy z Krakowa w środku nocy w stronę Rzek. A z mrocznych Rzek prosto na Gorc przez ciemny, groźny las... Dziewczyńska wyprawa na wschód słońca. A gdy już każda z nas w duchu westchnęła z zawodu że nic spektakularnego dziś nie zobaczymy... Zjawiskowy spektakl chmur i ognistej kuli nas zaskoczył. W dali zarys Tatr. Niewidoczność Babiej ...