Przejdź do głównej zawartości

Momenty przejścia / (u)chwycenie cienia

 












Nowa Huta, czerwiec 2025:

listopad 2025:

grudzień 2025


1.

Z sentymentu szkolnej znajomości urodził się pomysł malowania kredą po betonie. Powoli dojrzewał, czekał na dobrą dla siebie wiosnę. Początkiem maja moczyłyśmy stopy w wodzie i wzięłyśmy kredę na pustą drogę. Magda narysowała zielonego słonia. Ja dmuchawiec.

Lekki wiatr co jakiś czas kołysał gałęzie rozłożystego drzewa. Był słoneczny dzień. Drzewo rzucało cień na drogę. Czerwoną kredą zaczęłam rysować jego obrys. Obrys cienia drzewa na asfalcie. Zmiennokształtny. Wiedziałam, że gdy słońce zgaśnie, obrys zostanie na ziemi. I trudno będzie rozpoznać czym jest ta czerwona, kredowa linia na drodze.

Niemożliwym okazało się złapanie kształtu cienia. Który zmieniał się, migotał grą światło-cienia. Jedyną stałą w cieniu rzucanym przez liście była jego zmiana. Dorysowałam do końca. Początek nie spotykał się z końcem tej pracy. To, co zaczynałam, już po chwili było nieaktualne.


Pisałam potem przy tężni na chodniku hasła kredą:

Poza kryzysem jest życie

Poza kryzysem pozostaje życie

Poza kryzysem istnieje też życie

Poza kryzysem istnieje życie


Umieranie to też lekcja życia.

Jest jeszcze tyle życia poza śmiercią.


Od tyłu śmiech i szloch wyglądają podobnie.

(Od tyłu śmierć i szloch wyglądają podobnie).

(maj 2024)


2.

Głębia tężni solankowej. Co kryje się w środku, dalej, głębiej, za gęstwiną słonych, mokrych gałęzi?

Kiedy patrzysz w otchłań, ona również patrzy w ciebie. (Friedrich Nietzsche)

Była taka wystawa w MOCAK-u, Natura w sztuce. Na niej, w odosobnionym miejscu, wielka czarna przestrzeń sztucznie stworzonej natury. Dudniące niskie dźwięki, otaczający wszechmrok. Potężna instalacja? Rzeźba? Czarny strumień, czarne liście, czarne owoce. Czarne zwierzęta. Kruczoczarne kruki. Wszystkie możliwe kolory zalane czernią. Ciemność, cień, mrok. Najczystsza czerń. Otchłań natury uczernionej.

Z bliska patrząc w głębię tężni to sobie przypominam. Zatapianie się w kłębowisko. Otoczenie przez dźwięki współgrające w tym, w co się wpatruję. Zagłębiam, daję się pochłonąć.

Skąd te skojarzenia z mrokiem przy tężni solankowej?

(lato 2024 / kwiecień - wrzesień 2019)












"Komorebi (木漏れ日) to japońskie słowo oznaczające migotanie światła i cienia. Powodują je kołysane wiatrem liście. Istnieje tylko raz, w danej chwili. Słowo „komorebi” składa się z kilku części: „ko” oznacza drzewo lub drzewa, „more” oznacza coś, co przechodzi, coś, co świeci lub przenika, „bi” oznacza słońce lub światło słoneczne. Mówi się o tym, że komorebi to nie tyle określenie na zjawisko, co na uczucie, które się z nim wiąże. Wskazuje również na emocjonalny stosunek Japończyków do natury wyrażany również przez dokumentującego komorebi Hirayamę."

film "Perfect Days" (2023)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tatry nie pytają, Tatry przyjmują

Kościelec w sierpniu. W czwartek. Rozległe przestrzenie gór. Znajomo, w Wysokich Tatrach jak w domu. Wróciłam na Kościelec po czterech latach. Ponowne samotne wejście. Nabrzmiały sierpień, rozkwitły halą na fioletowo. Chmury wiszą na niebie.  Podsłuchuję ludzi, słucham Maanamu. Czekam aż coś mnie zahaczy. Przeżywam. Doznaję. Istnieję. Różne ludzkie światy. Wchodzę, słucham, mijam. Gdziekolwiek wyjedziesz - spotkasz tam samą siebie.

Wzdłuż nadbałtyckich krajów: Litwa-Łotwa-Estonia i ich stolice

6-19.08.2013 Wileńskie pranie: Cudowna, leniwa podróż przez nabałtyckie kraje... Wiele wrażeń, odkryć i mnóstwo radości. widok spod wieży Giedymina na stare miasto Wilna (zdj. Bartka) Na początek opowieści parę praktycznych informacji...

Nad Bergen zbierają się chmury...

29-30 sierpnia 2014 Co nie jest tam rzadkim zjawiskiem. Morze granatowieje, a wiatr pachnie wyczekiwaniem.   I już po chwili  rozkwitają parasole, mokną drewniane uliczki Bryggen . Nic więc dziwnego, że o pranie prosto z Bergen trudno... ;) Pozostaje więc zaprezentować pranie z norweskiego Voss : W Voss, po dłuuugim wyczekiwaniu, zatrzymała się dla nas przemiła pani, typowo po norwesku ceniąca bliski kontakt z dziką naturą, szczęśliwie dla nas jadąca prosto do Bergen. Namiot rozbiliśmy w lesie na górze Fløyen , nieopodal farmy trolli i platformy widokowej. Wieczorem więc do nasycenia oczu można było wpatrywać się w miasto malowane światłem na wodzie ...