Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ptasie nasłuchy

W Ludwikowicach Kłodzkich zapadał czerwcowy zmierzch, a my wśród łąk nasłuchiwaliśmy śpiewów ptaków... Tej wiosny odkryliśmy nową wspólną pasję. Pasję do ornitologii. Ptasia Strefa i aplikacja BirdNET nas w tym wspierały. Zanim jednak ptaki w Ludwikowicach... Po drodze na Dolny Śląsk widzieliśmy obłędne pola maków.

Literackie wędrówki z Olgą Tokarczuk

Wśród zakurzonych książek w osiedlowej bibliotece znalazłam cienki zbiór trzech opowiadań. Miałam jakieś 14 lat i dałam się porwać. Dziwny świat, metaforyczny i wciągający. Życie we wnętrzu - szafy, hotelu, gry. Można wejść, i wcale nie chce się wychodzić. Szkatułkowość świata.

Szlakiem kwitnących akacji

Mikrowyprawa. Wyczekane bycie w rowerowej drodze. Upragniony nocleg w namiocie, w dziczy i zieleni nad rzeką. Wyszarpana w deszczowej pogodzie majówka końcem maja. Kwitnącymi akacjami obrośnięte drogi. Akacje przy krakowskiej ulicy Kazimierza nad Wisłą. Akacje przy asfaltowym stromym widokowym zjeździe za Tyńcem. Akacje nad rzeką trzymające się kurczowo brzegu, zwisające nad  przepaścią wody. Po deszczowych wioskach, nad pierwszymi przydrożnymi makami. Akacje wśród gęstych zarośli małomiasteczkowych osiedli. Łapanie zapachu. Czy wpadnie się w rozgrzane akacjowe podmuchy? Czy mimo pogłębionego wdechu słodki zapach nie dotrze do nozdrzy?

Z tęsknoty za przestrzenią

Majowa feeria odcieni zieleni drzew. W sercu wielka tęsknota za Tatrami . Za skalistymi, potężnymi górami. Za przestrzenią. Okoliczności i pogoda ciągle nie sprzyja. Szukałam substytutu Tatr. Samotne skałki i przepaść nad łagodnie zieloną doliną.  Rozległa przestrzeń, aż pociły się ręce. Samotność podkręca adrenalinę i potęguje poczucie zagrożenia. Okolice Ojcowskiego Parku Narodowego. Tatry pod Krakowem. Dojście od strony Smardzowic. Samotnie odkrywane drogi, ścieżki wśród pól i lasów.  Tego mi było trzeba... Kwiaty wyrastają w skale i rosną nad przepaścią. Wytrwałe, zdeterminowane. Pęd do życia. Brzoza pnie się w górę niezależnie od warunków, korzysta z tego, co jest - czy to kawałek skały z kilkunastoma metrami w dół, czy balkonowa doniczka z pnączem. Rutynowa i naturalna walka o przetrwanie.

majowy Beskid Wyspowy

Dobra przechadzka na Ćwilin. W świetnym towarzystwie.

majowe oddechy

Maj pachnie pierwszą skoszoną trawą. Wieczorem otula nabrzmiałą od słońca wonią kwiatów. Bzy i wszelkie kwitnące drzewa oszalałe. Zieleń co roku tak zaskakująco bujna i zielona. Bije po oczach kolor rzepaku, rozsadza nozdrza jego zapach w rowerowym pędzie. To, co się teraz dzieje... co to się wyprawia z tą przyrodą! Jak co roku nie mieści się w głowie.  Życie jest pełne i obfite. I nagle okazuje się, że rozwój jest zgodny z porządkiem świata. Rozwój jest tak po prostu naturalny i potrzebujący czasu. Wsadzone do ziemi i podlewane ziarenka kiełkują. Wyrastają z nich coraz dłuższe, żywo zielone pędy. Wiosną łatwiej o nadzieję i poczucie sensu. Kwitnącą wiosną prościej żyć niż szarą zimą.  Majowe oddechy. Wdech na 1, 2, 3, 4, i wydech 1, 2, 3, 4, 5, 6... Wycisza. Joga relaksuje i satysfakcjonuje. Majowe odkrycia.

Elementarz drzew

Beskid Makowski i obłędnie wiosenny las. Srebrne buki. Kontrast ich jaśniutkich, młodziutkich, delikatnych listków z ciemnymi iglastymi drzewami. To prawdopodobnie świerki, bo nie sosny. Miękkie igiełki modrzewia. Albo jeszcze łyse gałęzie modrzewiowe. Dzikie czereśnie kwitnące hen, pod niebem. O charakterystycznej pasiastej korze. Gosia była naszą nauczycielką drzew. Opowiadała o dzikich czereśniach, które zbierali z tatą i były z nich pyszności. Że leśne czereśnie to jak leśne maliny, o leśnym, dzikim aromacie.

Górskie wyspy śniegu

Wyspy śniegu, bo pośród bezśnieżnych zimowych krain... Ale tym razem to nie Beskid Wyspowy, ani nie wymarzone zimowe Tatry. Tym razem zdobywałyśmy Gorc. W Gorcach. Tam, gdzie latem w bazie namiotowej rozśpiewany sierpniowy Gorcstock . Pierwszy marcowy poniedziałek. Ruszyłyśmy przed południem, było szaro i groźno. Im wyżej, tym bardziej biało. Rzeki błota zamieniały się w zleżały śnieg i lód, a szare niebo zrobiło się niebieskie. Śnieg, słońce, wędrówka, rozmowy, puste góry tylko dla nas - co więcej potrzeba do szczęścia?

Włoskie jaskinie

Matera. " Miasto w kamieniu wykute ".

Zima po włosku

Zaciągnęłam się ostatnim haustem włoskiego powietrza. Ostatnim oddechem ciepłego wieczoru. Oddechem powietrza bogatego zapachami, które ciepło otulają. Powietrza przesyconego treścią. Za budynkami, za lotniskiem, chmury płonęły zmiennymi odcieniami gorących barw. Zaszło słońce, na ciemniejącym niebie pojawił się chudy  croissant  księżyca. Wnętrze lotniska boleśnie uniwersalne i bezosobowe. Nudnie neutralne. Sztuczną jaskrawością męczące. Z udawanymi, nic nie znaczącymi akcentami kraju, w którym się jest. Pożegnaliśmy beztroskie słońce. Zapachy morza i kojący rozgardiasz. Wino nad kolorowymi, zniszczonymi łódkami. Lekki rausz na popisanych murkach licznie zajmowanych przez młodzież miasta Bari. Włoska Apulia bardzo pozytywnie nas zaskoczyła. Zachwyciła. Pięknem i lekkością turystyki. Połączeniem luzu i bezpośredniości Wschodu z wygodami i ułatwieniami Zachodu. A włoskie jedzenie... Ach, jedzenie, tak po prostu - przepyszne. Bez zadęcia i bezpretensjonalnie. ...

Ciepłe odcienie bieli / wszystkie gatunki śniegu

Wymarzone i wytęsknione zimowe Tatry. Dolina Chochołowska, Grześ i droga na Rakoń z Gosią. Team malinowych puchówek. Po horyzont ciągną się białe góry. Nie do nasycenia uczta dla oczu. Słońce powoli zbliża się do słowackich szczytów Rohaczy. I ten wiatr nieustępliwy, nieubłagalny.  Obrabiając te komórkowe zdjęcia ocieplałam biele. Z niebieskości śniegu zdecydowanie przesuwałam suwak w stronę ciepłych odcieni. Bliżej zachodu słońca.  Powoli bliżej wiosny.

Śnieg odnaleziony

Powrót na Ćwilin o wschodzie słońca. Ubarwia szary styczeń taki wypad.  Na dodatek spontanicznie z Gosią. Trochę spóźniłyśmy się na ten wschód, przemierzając ciemne drogi szybkiego ruchu przed świtem, wspinając się pod stromą górę z Przełęczy Gruszowiec. Ale słońce spóźniło się razem z nami. I wyszło zza chmur ocieplając wioski w dolinach i mroźnie wietrzną atmosferę na szczycie.

Nocne góry dla morsów

Gdy ląduje się w środku nocy gdzieś w mroźnym lesie największym marzeniem staje się powrót do ciepła i snu. Pomysł pójścia w góry wydaje się wtedy tak nienormalny, że szkoda się nad tym w ogóle zastanawiać. To podobnie jak z morsowaniem: trzeba po prostu iść. Nie rozmyślać, tylko realizować podjętą już decyzję. Potem się nie żałuje.

"Tu nie było w ogóle nic, jedynie hulał wiatr"

"Las zaczął rzednąć. Ukazały się potężne, szare góry, poprzecinane głębokimi, bagnistymi wąwozami, tylko szczyty sterczały wysoko, całkiem nagie. Tu nie było w ogóle nic, jedynie hulał wiatr. Po ogromnym niebie pędziły ciężkie, śniegowe chmury, wszystko było olbrzymie. Homek Toft obejrzał się, dolina wyglądała jak jakiś niewiele znaczący cień, daleko w tyle ." Tove Jansson " Dolina Muminków w listopadzie "

Listopadowe Pieniny

Morze jest dla cierpliwych

"Nie przejmuj się, nie ma tu nic gorszego niż my sami." Tove Jansson " Dolina Muminków w listopadzie "

Na granicy snu

Kiedy już pogodziliśmy się z deszczowym i mglistym weekendem przyszedł poniedziałek. A z nim słońce i bezchmurne niebo. Wyjątkowa droga przez las na Tarnicę. Pomieszanie z poplątaniem. Jednoczasowo jesień miksowała się z zimą i wiosną. Śnieg z drzew.  Z kolorowych liści spadały białe płatki. Z podmuchami wiatru w słońcu wirowały jesienne liście i wczorajszy śnieg.  Granica bieli powoli przesuwała się topniejąc pod październikowym słońcem.

Baza ludzi z mgły

Na szarym niebie nad Wetliną kołowały ptaki. Niezliczone czarne ptasie sylwetki. Pierwsze przymrozki i popłoch ucieczki. Głośny jazgot, zamieszanie. Hipnotyzujące układy formowania się do przelotu. Październikowe chłody i odloty.

Kowno

Mierzeja Kurońska

Kaliningrad

Mogielica w wersji slow

Ostatniego dnia sierpnia. Migawki chwil. Głos oddaję zdjęciom. 50 mm.

Święty Mikołaju, opowiedz jak tu było, jakie pieśni śpiewano, gdzie się pasły konie...

Lato. Sierpień. Przedostatni weekend sierpnia. Siedem lat temu (właśnie to sprawdziłam... SIEDEM lat temu!) byłam na Gorcstoku . Wspominam z rozrzewnieniem. Umawianie się na wspólny wyjazd na górskim forum, nocne wędrówki w górę. Spotkanie mnóstwa nowych ludzi, klimat koncertów i środowiska SKPB . Baza namiotowa, woda ze źródełka. Myśli, że też chciałabym na kurs przewodników beskidzkich (czy tam górskich). Ludzie w czerwonych polarach i z tajemniczą dla mnie górską wiedzą. Zaczarowanie tą atmosferą. Poezja śpiewana. Piosenki nie znane, ale chwytające za serce. Święty Mikołaju, opowiedz jak tu było, jakie pieśni śpiewano, gdzie się pasły konie...  W dzień odsypianie nocnych śpiewów przy ognisku. Ognisko płonęło i gitary grały aż po świt. Wschód słońca na polanie i panorama szczytów, które eksperci w czerwonych polarach rozpoznawali. Zachwyt.  Chciałam kiedyś tam wrócić.  I udało się w tym roku.

Priečne sedlo

" Orla Perć Słowacji ". Kolejne tatrzańskie marzenie - zrealizowane! Czerwona Ławka.  Długo zastanawiałyśmy się z Ewą dlaczego Priečne sedlo to po polsku Czerwona Ławka? A Sedielko to Lodowa Przełęcz? Dlaczego nie jest to tłumaczone dosłownie?  Zagadka. Na pierwsze pytanie znalazłam odpowiedź: Czerwona Ławka - przełęcz na wysokości 2352 m n.p.m. pomiędzy Małym Lodowym Szczytem a Spągą. (...) Polska nazwa związana jest z kolorem skał poniżej przełęczy, nazwa słowacka oznacza „poprzeczną przełęcz”. kultowa "drabinka" ;)

Cisza i przestrzeń

Zaletą pracy w nieregularnym trybie jest zwyczajnie wolny poniedziałek. W taki poniedziałek można robić wszystko. Na przykład wybrać się w Tatry przy znakomitych prognozach pogody. W planach nie miałam samotnej wędrówki. Ale taka właśnie mi się przydarzyła.

Taka Polska właśnie

Pan w niemodnych ciuchach i z ubytkami w zębach. Ulicznej modzie małych miasteczek daleko do efektów z "Metamorfozy" w TV i koszul nonszalancko częściowo włożonych w spodnie. Bazarowe trendy, kolory nie na czasie i bluzki z angielskimi napisami bez znaczeń. Dzieciaki nie odpychają się na biegowych rowerkach, ale śmigają z doczepianymi kółkami i niepotrzebnym kijem doczepionym z tyłu. Wspomnienia z czasów mojego dzieciństwa. W dużym mieście wydaje się, że wszystko mknie do przodu. Zagraniczni turyści, korporacje i studenci. Wszyscy znają angielski i choć podstawy korpomowy. Zero waste i food trucki. A tutaj czas płynie wolniej. Wcale znowu tak wiele się nie zmienia przez te mijające lata. Ławeczki przed domem, pnące się intensywnie barwne róże. Feeria kolorów w ogródkach. Spokój. Grill i palenisko pod piętrowymi blokami w lesie. W taki upał nagie klaty i wystające brzuszki za kierownicą i na osiedlowym podwórku.