Przejdź do głównej zawartości

Posty

majowe rowery // ostatni blok w mieście

 Z Pszczyny do Krakowa. Z noclegiem w Chrzanowie. Z Renią. Dwa dni, a głowa przewietrzona majowym bzem. Obgadane życia. Nałapane wiosenne chwile.

Wschodząca gwiazda

 Świat wyssany z kolorów. To przedwiośnie. Oczekiwanie. Przednówek.

charsznicka kapusta

Mikrowyprawy w wiejskie drogi na rowerze. Pociągiem z Krakowa w stronę Sędziszowa. Wysiąść gdzieś po drodze - i jechać ot tak, przed siebie...  

Doskonale

Trudno wymarzyć sobie lepszą pogodę zimą w Tatrach. Taki dobry dzień. Dobrzy ludzie. Dobre rozmowy.  Doświadczenia zjazdów z czekanem.  Słońce. Cisza. Bezwiatr. Niebieskie niebo. Białe bezkresne przestrzenie. Oddech.  Przepięknie...

"To taka zima o jakiej marzyłam"

Wąwóz górskiej ścieżki. Zamarznięty strumień. Gruba wata śniegu na gałęziach choinek tłumi dźwięki. Absolutna cisza.  Światła czołówek w leśnych ciemnościach. Baśniowa zimowa kraina.  Lubię ten czas gdy powoli, powoli świat się rozjaśnia. Szarówka, pierwsze kolory na niebie. Choć to ciągle noc, wzrok już przywyczaja się do światła nadchodzącego dnia. Lubię głosy lasu. Sowa w nocy, sosnówka w dzień. Na wschodzie słońca nie było słońca... ale czy to takie ważne? ;) Świetny czas, dobra ekipa. Mogielica. Kolejna udana babska wyprawa.  ... a wschód słońca ze słońcem z Mogielcy wygląda tak . ;)

Mindfulness

Samotna Świnica. Ponad zamglonym światem, ponad chmurami. Niebieskie horyzonty gór. Słoneczne i ciepło. Listopad w Tatrach znów zaskoczył.  A Eichelberger opowiadał mi o uważności. 

esencja listopada

 Ojców w późnojesiennej odsłonie. Jakby z listopada zrobić olejek do aromaterapii. Odsączyć z błota, odparować, skondensować, zamknąć w buteleczce... To tak właśnie wyglądałaby jedna esencjonalna kropla listopada. Do wdychania na pogłębienie depresji. Do inhalacji na wywołanie melancholii.

Ostatnie jagody

" Życie to jednak strata jest. "

Ostatnie jeżyny

Miejsca, w których epidemia i polityka nie mają znaczenia. Kamienie leżą jak leżały, drzewa stoją jak stały. Po deszczu między górami i lasami łagodnie snują się mgły. Przestrzeń spokoju. Króluje jesień. Jak co roku o tej porze. Festiwal kolorów - jak zawsze w październiku. Cisza aż promieniuje. Dźwięczy w uszach. Totalne zanurzenie we mgle i ciszy na górskiej polanie.  Droga na Krawców Wierch. 

"Tatuś Muminka i morze"

Pociąg łagodnie kołysał do powykręcanego snu. Zaskakująco długie noce w tym październiku. Warszawa tonęła we mgle. Lubię ten przejazd kolejowy nad warszawską Wisłą.  Przespałam zamek w Malborku. Ostatnio ciągle deszcze i czerwone strefy. A w Trójmieście zadziwiająco bardziej zielono niż jesiennie.

Słowacja w czterech smakach (4): bajkowa jesień i zemiakové placky so smotanou

 Zapach rudych traw. Ukryta przed światem dolina, gdzieś zupełnie daleko od cywilizacji. Słońce i jesień. Ukojenie. Białe baranki na krystalicznie niebieskim niebie. Delikatne świergotanie strumyka. Cudowny spokój i cisza nad Białym Stawem.  Lustro wody Zielonego Stawu odbija bajecznie jesienne kolory. Miejsce, do którego chcę wracać, i wracać... Nie do zatrzymania porywająco pięknie. Góry na wyciągnięcie ręki.

Późne lato na Gorcu

Ostatnio na Gorcu bywam często.  Tym razem w wersji slow .  Jak  Mogielica w tamtym roku .

Dwa światy

Pełnia tatrzańskich doznań. Trzeci raz na Orlej Perci. Spacer w chmurach. Zawrat - Kozi Wierch.

Słowacja w czterech smakach (3): Niebiańskie przestworza i ostatnie hranolky

Z Ewą mówiłyśmy, że tak będzie wyglądał raj: wieczna wędrówka granią o poranku, rześkim i słonecznym, na Jagnięcy Szczyt.  Wokół tańczyły chmury. Cisza. Piękniej być nie mogło.

Słowacja w czterech smakach (2): Żelazne drogi i domáce halušky

 Sierpień rozcykany koncertami świerszczy, wielkich skaczących pasikoników. Łąki kwietne w pełni kolorów, bogate i obfite. Bieganie. Takie pierwotne. Podążanie za intuicją. Ściany lasu. Horyzonty gór. Pierwsze krople deszczu uwolniły z rozgrzanej ziemi, rozgrzanych roślin zapachy. Zintensyfikowane leśne wonie. Przyjemnie wziąć głęboki oddech. Dłonie i spodenki w kolorze leśnych jagód. Leżałam na kocu w Niznej Boce i czytałam "Śmierć pięknych saren" Ota Pavel. Takie miejsce dalekie od wszystkiego. Mokra trawa z rana, cień wysokich drzew i świat czeskiego dzieciństwa. Wciągnął, zgodnie z oczekiwaniem. To podobno najlepsza antydepresyjna książka. I nagle zagrzmiało. W tym momencie nijaka dolina nabrała charakteru. To nie burzowy grzmot, ale przeciągły ryk z kamieniołomu. Świat wystraszył się i umilkł. Nawet szumiąca autami droga przejazdowa zamilkła. 

Słowacja w czterech smakach (1): zbawienny odpoczynek i pizza Colombiana

Nawet nie wiedziałam, że aż tak bardzo potrzebuję odpoczynku. Leniwego i biernego.  Modry dom w Spišské Bystré. Owoce małej czereśni jak ze wspomnień z wakacji u babci na wsi . Długie lipcowe dni. Hamak. Czytam "Emmę" Jane Austen.

Poza światem

Ponad światem. Upragniony oddech Tatrami. Wyczekany i wytęskniony. Powrót na  Orlą Perć po trzech latach . Zawrat i Kozia Przełęcz.